2017
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień

link1
link2
link3

 

Link :: 30.11.2014 :: 00:01
O ja... ależ dawno tu nie byłam. Cóż, wszystko przez Julka - 9 miesięcy nie dawał mi spokoju, spędzał sen z powiek (dosłownie).

Teraz jest super fajnym pogodnym maluchem z wielkim apetytem Jest cudny, a za 3 miesiące pojawi się siostrzyczka Hurra!!! Jupi!!!
Komentuj(0)


Link :: 21.07.2013 :: 10:43
Miałam pisać przedwczoraj, że jest już lepiej, ale w nocy była tragedia kolejna. Dzisiejsza noc minęła całkiem spokojnie i póki co jest dobrze. Zobaczymy jak reszta dnia Asiu jesteś Kochana. Jest lepiej dziś więc może dam radę.
Komentuj(0)


Link :: 18.07.2013 :: 21:31
Pisałam ostatnio ponad rok temu. Od 9 dni jest z nami Julek. I jest źle... choć powinno być super! Myślałam, że jak skupię się na karmieniu to wszystko będzie dobrze. Tak jak poprzednio zajmę się wyrabianiem dobrych nawyków w spaniu i będzie jak w zegarku... A tu klops. Mały płacze bez powodu, marudzi, ma gazy, bulgotania w brzuchu i jest źle bo nie chce spać między posiłkami... że o nocy nie wspomnę. I jakbym wiedziała, że to kolka to byłby spokój... a tu wielkie homo nie wiadomo no!

Zgubiłam się całkiem i nie mogę złapać gruntu... Mąż jest wspaniały, jest ze mną, pomaga, zajmuje się wszystkim w domu, starszym synkiem, Julkiem jak mam dosyć jego płaczu.

No myślę sobie, że to minie, że będzie lepiej, że początki są trudne, że miną ale trochę mało mam cierpliwości. Przydałoby się z kimś zobaczyć, pogadać, może by pomogło?
Komentuj(0)


Link :: 01.07.2012 :: 01:21
A może On jest zwyczajnym egoistą, który nie planuje sie zmieniać. Któremu jest dobrze jak jest, a zmian nie lubi więc woli nic nie robić.
Właściwie co to za problem dla Niego? Ma posprzątany dom, ugotowane, wyprane, czasem wypieszczone. Żadnych problemów - jest dobrze jak jest.

Czasem cos zrobi, powie i "wszystko sie kręci".

Nie ma powodu do starań - ma wszystko.

A ja? Ja mam harówę i frustrację. Samotnie w czterech ścianach. Staram się dla... no kogo? Dla kogoś, kto przyjmuje wszystkie starania jako normę i nie widzi powodu by zwracać na nie uwagę. Dla kogoś kto na pierwszym miejscu stawia swoja wygodę, a na drugim swoje dobre samopoczucie.

Walić misję ratowania zabłakanej duszyczki, biednego nieradzacego sobie z otoczeniem Faceta. Ma mnie za nic, podaną na talerzu, zawsze gotową uszczęśliwić swojego wymarzonego towarzysza życia.

Tak towarzysza, który we wspólny wieczór poszedł spać, nie oglądając sie na niko i na nic. Człowiek-Porażka.

Ale nie może tak być, to mnie niszczy, zżera od środka, unieszczęśliwia. Jestem jak Angelina Joli. Wyrosłam w dość toksycznym domu, mam więc obsesję na punkcie stworzenia ciepłego, przytulnego gniazdka pełnego miłości, wzajemnego wsparcia i radości. I chyba czas uświadomić sobie, że tworzenie tej fikcji to ślepa droga.

Tworzy się wspólnie, sama będę jak Don Kichot, wiatraki mnie zgniotą... rezygnacja to jedyna droga.

Nasz szkrabek jest cudowny, nie mam pomysłu na nasze życie. A będzie nas już zawsze dwoje.
Komentuj(2)


Link :: 28.05.2012 :: 00:20
Długa poważna rozmowa i kurczę przerażające wnioski. Wyrosłam w Domu pełnym emocji - wszystkich jakie tylko istnieją. Moja mama jest bardzo emocjonalnym człowiekiem i dochodzę do wniosku, że osobom tak wrażliwym jest strasznie trudno żyć z innymi.Jestem bardzo wrażliwa i choć często czułam się w moim domu podle z powodu nagromadzenia emocji to jestem szczęśliwa, że wyrosłam w takim a nie innym domu. Emocje są bardzo ważne, szanowanie uczuć innych jeszcze ważniejsze. Trzeba tego uczyć od najmłodszych lat. Bo dzięki uczuciom świat ma kolory, słońce się uśmiecha, a chmura deszczowa puszcza nam oko.



Widzę to po sobie, wyszłam za człowieka w którego domu nie było tyle emocji. Były wprawdzie jakieś tam kłótnie, wyzywania, obrażania się, ale nikt nie przejmował się uczuciami innych.



Kłopot w tym, że jak wychodzi się z takiego "zimnego uczuciowo domu", trudno stworzyć coś dobrego z osobą o innych wzorcach. Podejście "jestem zimnym dranie, a kto ulega emocjom jest niezrównoważony emocjonalnie" to nic innego jak obrona przed własną emocjonalnością. Człowiek nie nauczony radzenia sobie z emocjami stara się udawać, że one nie istnieją.



I tu zderzenie się z emocjonalną alternatywą może okazać się tragiczne w skutkach. Bo jak budować dom na tak kompletnie oddalonych od siebie biegunach? Czy to w ogóle możliwe? Czas pokaże, a ja na pewno o tym napiszę.

Na koniec apel!
Uczmy dzieci nazywania emocji, uczmy ich radzenia sobie z nimi, mówmy o nich. One sprawią, że świat będzie piękniejszy.
Komentuj(0)


Talk.pl :: Twój Wirtualny Pamiętnik